Rodzina 1936Rodzina 1936

Zapomniany świątobliwy Pomorzanin o. Bernard z Wąbrzeźna, Rodzina, Bezpłatny dodatek do „Gazety Kartuskiej”, R. 15 (1936), nr 13 z 29 marca 1936 r.

 

 

2 czerwca rb. upływa 333 lat od. chwili, kiedy w klasztorze O.O. Benedyktynów w Lubiniu Poznańskiem umarł świątobliwy sługa Boży, kapłan zakonnik O. Bernard, pochodzący z Wąbrzeźna na Pomorzu. Nie długo żył na ziemi, bo niespełna 29, w zakonie zaledwie 5 lat, a jednak był to wielki Święty, który potrafił w krótkim czasie wspiąć się na tak wysoki szczebel doskonałości, że budził najgłębszy podziw u wszystkich, co mieli szczęście patrzeć na jego życie lub o nim słyszeć. Gdziekolwiek był, czy w domu rodzicielskim, czy w szkole miejscowej, czy u O. O. Jezuitów w Poznaniu, czy wreszcie w klasztorze w Lubiniu, wszędzie szedł drogą sprawiedliwych, a unikając najmniejszego pozoru grzechu, jasno pokazywał, że Bóg przeznaczył go do wyższych rzeczy.

O. Bernard nie napisał żadnych ksiąg naukowych, nie zostawił takich wiekopomnych dzieł, które głosiłyby potęgę jego umysłu i siłę jego woli, a jednak odnajdujemy w jego życiu wyraźne ślady jego niezwykłej mądrości i bohaterskiego czynu, kiedy umiał „ukrzyżować ciało swoje wraz z jego pożądliwościami”, oddać się całkowicie i niepodzielnie Bogu i wysłużyć sobie najpiękniejszą koronę niebieską. Cicho, i mało znany przeszedł .przed oczyma tego świata, którego nienawidził.

Dopiero gdy przeczysta dusza jego uleciała w objęcia Pana, stał się głośnym. Wiadomość o jego świętości wydostała się poza mury klasztoru, dowiedziano się o cudach, które już za życia znakiem krzyża św. czynił, o jego błogosławionej śmierci, o jego anielskich cnotach, którymi całemu klasztorowi przyświecał. Wierni wszystkich stanów zbierali się przy jego grobie, do niego się modlili i uprosili sobie za jego przyczyna cudowną pomoc w najrozmaitszych potrzebach. Świeccy i duchowni poczęli go czcić jako Świętego. Utrzymało się kilka dokumentów, w których są zapisane zeznania tych, co O. Bernardowi zawdzięczają wysłuchanie swej modlitwy.

Tak też było aż do roku 1834, kiedy umarł ostatni opat i rząd pruski zamknął klasztor. Zapanowała wtedy grobowa cisza w klasztorze lubińskim i gdy już nie było tam OO. Benedyktynów, powoli zapomniano o O. Bernardzie. Gorliwe starania o jego beatyfikację, rozpoczęte w roku 1639 przez O. Zimowicza przeora i O. Szembeka Jezuitę z Torunia nie udały się. Mozolnie zebrane akta z świadectwami o życiu i cnotach O. Bernarda zaginęły. 19 listopada bież. roku przypada setna rocznica, kiedy Prusacy zrabowali ofiary w kwocie 2000 talarów, przeznaczone na przeprowadzenie procesu beatyfikacyjnego. Odtąd nabożeństwo do O. Bernarda stygło. Dziś ludzie obojętnie przechodzą koło jego grobu, nie wiedząc, jak drogi skarb w nim się mieści.

Obecnie nadszedł już czas, aby sprawę O. Bernarda wyprowadzić na jaw i nią na nowo zainteresować szerokie masy społeczeństwa polskiego. Jesteśmy wolni od zaborcy, który tępił nabożeństwo do O. Bernarda i możemy swobodnie do niego się modlić. Dlatego odnówmy nabożeństwo, które nasi ojcowie do niego mieli.

Stary klasztor został przez Prusaków zburzony, trzeba wznieść nowy gmach, odpowiedni do potrzeb i zadania zakonu św. Benedykta. W Lubiniu są już polscy O.O. Benedyktyni, ale dla braku pomieszczeń i niemożliwości przyjmowania większej liczby Ojców i Braci nie mają, własnego opactwa. Dopomóżmy im do jak najrychlejszego uniezależnienia się od opactwa czeskiego, któremu obecnie podlegają. Ofiary można posyłać na P. K. O. nr. 206-129 pod adresem Klasztor O.O. Benedyktynów, Lubin Pozn.

Od 31 maja do 2 czerwca włącznie odbędzie się w kościele klasztornym w Lubiniu triduum. do Ducha św., w czasie którego wierni razem, z Ojcami będą prosili Boga o łaskę zaliczenia Ojca Bernarda przez Namiestnika Chrystusowego w poczet świętych. Należy się spodziewać, że liczne pielgrzymki wyruszą na te dni modlitwy do Lubinia. Ojcowie Benedyktyni serdecznie zapraszają.