W szkole Świętego BenedyktaW szkole Świętego Benedykta

Starożytni byli przekonani, że mądrość zdobywa się w czasie wolnym od zajęć i tylko ten, kto nie podejmuje się licznych działań, może ją osiągnąć. Termin szkoła oznaczał pierwotnie spokojne miejsce sprzyjające medytacji i kontemplacji, pozwalające żyć w harmonii i pokoju ze wszystkim, co w nas i poza nami. Mędrcy w tych czasach uchodzili za świetych, gdyż wiedza i życie, teoria i praktyka stanowiły jedno. Poznanie, którego właśnie szukano, wypływało bardziej z z przeżywania rzeczywistości w prostocie serca, niż z gromadzenia strzępów informacji i rozumowania, nie stało sie ono nigdy tylko intelektualną receptą lecz przede wszystkim egzystencjalną akceptacją.

Zapewne pod koniec piątego wieku zapomniano juz o tych pierwotnych ideałach szkolnictwa, skoro świątobliwy młodzieniec Bennedykt nie znalazł upragnionej mądrości na uczelniach Rzymu i zaczął jej szukać w samotności i ciszy gór Subiaco. Nie zawiódł się. Żyjąc w obliczu Nieskończonego stał się "pełen wiedzy, choc bez wykształcenia, nie uczony lecz wiedziony przez mądrość".[1] Święty Benedykt żył u schyłku cywilizacji rzymskiej i miał świadomość jej upadku. Nie był jednak tylko biernym obserwatorem. Założone przez niego szkoły, zwane inaczej klasztorami (od łacińskiego claustrum - miejsce zamknięte), ukształtowały oblicze cywilizacji europejskiej tak dalece, że nazwano go "Ojcem Europy". Dziś jedni doszukują sie w jego życiu związków z tradycją starotestamentowych proroków, drudzy porównują go z Lao-Tse (Stare Dziecko), bowiem i o świętym Benedykcie napisano - "już jako dziecko nosił w sobie serce starca"[2], inni zaś wskazują, że podobnie jak Budda odnalazł drogę środka. Stało sie tak dlatego, że przeszedł on poza uczonością, aby osiągnąć mądrość, którą według słów Chrystusa - "Bóg ukrył przed mądrymi i rostropnymi, a objawił prostaczkom"[3]. Ostatecznie Święty Benedykt poznał cały świat w jednym promieniu słońca[4]; odszedł też z tego świata w opinii świętości.

Zakładamy szkołę

W Prologu swojej Reguły dla mnichów święty Benedykt napisał: "Zakładamy szkołę...". I była to szkoła w najbardziej pierwotnym znaczeniu tego słowa. Zapraszał do niej wszystkich spragnionych prawdy, pokoju i wewnętrznej przemiany. Nie łatwo było jednak wstąpić do jego szkoły. Niekiedy trzeba było kołatać cztery czy pięć dni i znosic cierpliwie wyrządzane przykrości, a prośbę swoją ciągle ponawiać. Święty Benedykt był przekonany, że nie ustanawia nic surowego ani nazbyt trudnego, nie zapomniał jednak nigdy o ciasnej bramie i wąskiej ścieżce. Niekiedy, w ramach sprawiedliwości i rozsądku, dla "naprawienia błędów" i "zachowania miłości" domagał się większego samowyrzeczenia i dyscypliny. Proponował zawsze złoty środek, a wszystko po to, aby najpierw rozszerzyć serce i w końcu nie tyle iść, co biec drogą Przykazań Bożych.

Szkoła miała być tak zorganizowana, aby uczniowie nie musieli włóczyć sie na zewnątrz - stąd pewna forma zamknięcia, czyli claustrum. Zapewne i w tamtych czasach, jak i dziś, wielu ludzi wędrowało w poszukiwaniu sławnych nauczycieli, karmiących ich informacjami, których chetnie słuchali. Aby uchronić swych uczniów przed bieganiem od jednego do drugiego mistrza święty Benedykt wprowadzi ślub stałości, który umożliwiając skoncentrowanie się na modlitwie i pracy w codziennym życiu pomagał ostatecznie uczniowi usłyszeć głos Mistrza w głębi swego serca.

Szkoła ta była raczej szkołą podstawową, a jej zasady - "małą regułą na początek", lecz i ona mogła wprowadzić wiernego ucznia na :szczyty cnoty i wiedzy"[5]. Wstępowali do niej tak samo szukający prawdy jak i dręczeni zwątpieniem, święci i skruszeni grzesznicy, jedni pełni nadziei inni podrążeni w rozpaczy, uczeni, mistycy, filozofowie, artyści, poeci i rzemieślnicy, królowie, książęta i prosty lud. Wszystkim święty Benedykt proponował siłę wspólnoty, moc milczenia i potęgę pokory. One to bowiem, poprzez wyrzeczenie się samego siebie prowadzą do otwarcia i spotkania twarzą w twarz z Drugim. Gdy traci się fałszywe ja, wtedy doświadcza się szerokości i głębi istnienia, które jedni nazywali Pełnią inni Pustką.

Z biegiem lat uczniowie Świętego Benedykta założyli wiele szkół, nie tylko dla mnichów. We wczesnym średniowieczu każdy, kto chciał się kształcić, uczęszczał do benedyktyńskiej szkoły chociażby z tego powodu, że innych właściwie nie było. Obecnie benedyktyni prowadzą również szkoły w dzisiejszym rozumieniu tego słowa, uczą też na uniwersytetach, mimo że święty Benedykt nie szukał na nich wiedzy. Może zmieniły się czasy i uczelnie, a może zmienili sie benedyktyni. "Zapewne i w benedyktyńskich szkołach mnisi zawodzili jako nauczyciele" - pisze Walter Nigg - "ale dla większości uczniów było dobrodziejstwem, że nie byli nastawieni jednostronnie, wyłącznie na intelekt"[6]. Wydaje się, że zasada środka obowiązywała zawsze w benedyktyńskich szkołach.

Nauczyciel i uczeń

"Słuchaj synu nauk mistrza", słuchaj "uchem swego serca" to pierwsze słowa Reguły Świętego Benedykta. Serce w tradycji hebrajskiej, a także pierwotnego chrześcijaństwa, to nie tylko centrum życia uczuciowego, ale również i poznawczego. Tak pojęte poznanie (hebrajskie jada) dokonuje sie w relacji obecności dwu podmiotow, zakłada ich bezpośrednie spotkanie. Nie moze więc być obojętne dla poznającego, prowadzi do wewnętrznej przemiany, a w konsekwencji przyrzeczenia naprawy obyczajów (conversio morum) - tego domaga sie poznające i miłujące serce. Poznanie w rozumieniu Biblii ogarnia zatem całego człowieka a nie tylko jego intelekt. Mistrz w szkole świętego Benedykta musiał zatem łączyć w sobie surowość nauczyciela z dobrocią ojca i uczyć raczej swoim przykładem, niz słowem. Dotyczyło to także innych, zwłaszcza starszych mniechów w klasztorze. Nowicjusz uczył się od nich naśladując ich milczenie, pokorę, posłuszeństwo i wierność Bogu oraz obranej drodze. Między uczniem a nauczycielem rodziła sie więź oparta na charyzmacie ojca - dlatego w odniesieniu do duchowego mistrza używano pierwotnie określenia semickiego abba; stąd łacińskie abbas i polskie opat. Opata nazywano też panem (dominus) ponieważ nie miał prawa głosić swojej nauki lecz tylko naukę Pańską, zgodnie ze słowami swego jedynego Mistrza: "nauka moja nie jest moją"[7]. Podstawą charyzmatu nauczyciela było to, że był on nosicielem Ducha (pneumatoforos). Jeśli uczeń słuchał go sercem, wtedy przez mistrza przemawiał Duch - z serca do serca. W innym przypadku nauczyciel nie miał mu nic do powiedzenia. Ostatecznie to nauczyciel i uczeń prowadzeni są przez Ducha, który w nich mieszka, to on odpowiada: OTO JESTEM[8], zanim uczeń wypowie Jego imię. Jest to jednocześnie postawa jak najbardziej podmiotowa, która umożliwia dotarcie do samego Bytu. Gdy w poznaniu posługujemy się konstrukcją przedmiotu, wtedy tworzymy język wyabstrahowany, aspektowy, a opisując część po części sprawiamy, że rzecz cała - naraz staje sie niedostępna. Uczeń czeka na SŁOWO, które przekracza zakres dźwięku; SŁOWO, które nie tyle oznacza, co staje sie i uobecnia; SŁOWO, które będące pełne mocy stwarza w nim "nowego człowieka". Biblijne dabar (oznaczające tak samo słowo w rozumieniu językow europejskich jak i rzecz), które zwykle  tłumaczy się przez greckie logos ma swoje istanie i swoje życie, ponieważ tak jak mowa związane jest z oddechem, rozumianym zawsze jako tchnienie życia[9]. Egipski bóg Path i babiloński Marduk przez słowo stwarzają świat. Bóg Izraela stwarza j jednocześnie zbawia świat prze SŁOWO. SŁOWO, które jest Bytem nie może stać się przedmiotem intelektualnych spekulacji, można jednak czekać na nie w milczeniu i liczyć na spotkanie. Milczenie rozumiano jako postawę skupienia i wyciszenia, a także jako "obszar ciszy", który niekiedy wyznaczony bywał wysokim murem. W tych warunkach najłatwiej oczekiwać i nasłuchiwać SŁOWA, a także pozwolić przeniknąć Mu nie tylko do naszego intelektu ale również do umysłu-serca i dać sie przez nie ogarnąć.

Postawa podmiotowa w szkole świętego Benedykta domagała się, aby nauczyciel raczej służył niż panował i zabiegał o to, aby go "więcej kochano niż się lękano"[10]. Ta drogą nauczyciel i uczeń wznosili budowlę na skale, której deszcz i wichry nie zniszczyły przez wieki.

Uczona niewiedza

Opuszczając rzymska uczelnię święty Benedykt opowiedział się jednoznacznie za rodzajem wiedzy, jakiej szukał. Nie pozostawał jednak nieukiem ani on, ani jego uczniowie,Wprawdzie w tamtych czasach wiele świętych tekstów powtarzano z pamięci, ale i czytaniu poświęcano codziennie wiele cby wypełnić to zadanie przynajmniej niektórzy mnisi musieli umieć czytać i pisać oraz przepisywać. Wokół klasztorów powstawały zatem skryptoria i biblioteki sprawiając, że klasztory zapewne wbrew założeniom założyciela, stawały się również ośrodkami życia intelektualnego. Głównym celem czytania nie było zdobywanie informacji, służyło ono raczej oczyszczeniu umysłu i skierowaniu go na drogę medytacji i kontemplacji. Czytanie (lectio), medytacja (meditatio) i kontemplacja (contemplatio) to trzy etapy lub poziomy, których nie da się wyraźnie oddzielić. Czasami mówiono o medytacyjnym czy kontemplacyjnym czytaniu, innym znów razem o medytacji czy kontemplacji płynącej z czytania. Mnisi na pustyniach Egiptu w IV i V wieku przygotowywali swój umysł do zatopienia sie w Tajemnicy Nieskończonego używając takich formuł modlitewnych, które dziś potocznie nazywamy aktami strzelistymi czy mantrą. Święty Benedykt poznał te praktyke zapewne od Jana Kasjana, ten zas nauczył się jej od ojca Izaaka w Egipcie. Ojciec Izaak, podobnie jak święty Benedykt zalecają wezwanie: "Boże wejrzyj ku wspomożeniu memu, Panie pospiesz ku ratunkowi memu". Miało ono rozpoczynać większość czynności mnicha jak równiez i wspólne modlitwy. Czytanie też mogło przyjmować postać wielokrotnego powtarzania, gdy uczeń zatrzymywał swą uwagę na jednym zdaniu, czy jednym słowie czytanego tekstu. Książki dla świętego Benedykta nie były źródłem wiedzy. Można go uznać za pierwszego przedstawiciela tak zwanej docta ignorantia (uczonej niewiedzy), która rozwinęli szczególnie Mikołaj z Kuzy, Mistrz Eckhart czy nieznany autor Chmury niewiedzy. Wchodząc w ciemność poznania jak w pusty obłok, osiągnął święty Benedykt i wielu jego uczniów doskonałość prawdy mówiącej, że odwieczna mądrość, której szukamy przewyższa wszystko, co potrafimy określić i nazwać, możemy jednak nią żyć i doświadczać jej w codziennym życiu, wykonując najbardziej prozaiczne prace. W czasach świętego Benedykta na uczelniach wykładano przede wszystkim gramatykę i retorykę, które pozwalały dyskutować, przekonywać i odnosić zwycięstwa nad innymi. Niewielu potrafiło przyznac sie do swej niewiedzy. Zapewne święty Benedykt znał historię ojca Antoniego, który aby sprawdzić mądrość odwiedzających go starców spytał ich o cos z Pisma Świętego. Jedni mówili więcej, inni mniej, ale każdemu abba Antoni odpowiadał: "Nie trafiłeś". Jedynie abba Józef odrzekł: "Nie wiem" i właśnie jego odpowiedź ojciec Antoni uznał za właściwą.[11] Powiedzenie "wiem, że nie wiem" rodzi sie z doświadczenia, że dowiedziec sie można tylko tego, do jakich granic można wiedzieć. Ciemność i światło, mądrość i niewiedza - to paradoksalność poznawanych sytuacji wskazuje na transcendentny wymiar opisywanych zdarzeń, na niemożność sprowadzenia ich do czysto rozumowych interpretacji, ściśle i jednoznacznie określonych. Święty Benedykt nie zajmuje sie nimi. W swej szkole uczy jak żyć, jak praktykować dzień po dniu, aby "rozszerzyć serce". Droga ta wymaga wierności tak samo w pracy fizycznej, studium jak i modlitwie, nie ogranicza sie jednak nigdy do jednostronnego rozwoju intelektualnego lecz prowadzi do pełni rozwoju całego człowieka.

Benedyktyńska szkoła umierania

Święty Benedykt uczył jak żyć, aby nie być zaskoczeniem w godzinie smierci. Sam znał godzinę swego odejścia. Na sześć dni wcześniej kazał przygotować sobie grób. Nie marnując czasu na pożegnalna mowę, podtrzymywany przez swych uczniów umarł na stojąco w światyni. Niektórzy ujrzeli wtedy "drogę usłaną kobiercami i pochodniami, która wiodła prosto ku wschodowi, od klasztornej celi świętego Benedykta aż do nieba".[12] W nauce świętego Benedykta dostrzegamy świadomość jedności życia i śmierci. przypominał swym uczniom, że w życiu trzeba "zawsze mieć śmierć przed oczyma".[13] Ten realizm i pokój to owoc kontemplacji, która pozwoliła mu głęboko zakorzenić się w radosnym doświadczeniu spotkania z Nieskończonym. Zarówno w jego życiu jak i śmierci możemy dostrzec wierność najstarszej tradycji. Opowiadano między innymi o ojcu Agatonie, żyjącym sto lat przed świętym Benedyktem, że umierał radośnie, a inni widzieli go tak odchodzacego jak gdyby witał sie z przyjaciółmi. Gdy uczniowie chcieli go o coś zapytać, powiedział: - "zróbcie mi łaskę i juz więcej ze mną nie mówcie, bo nie mam czasu".[14] Podobnie umierał kilkanaście lat temu ojciec John Main - benedyktyn z klasztoru w Montrealu. Spotkanie z nim w ostatnich dniach jego życia pozwalało pozbyć się lęku przed śmiercią. Przeczuwał swoją smierć i był w każdym momencie swego życia gotowy na spotkanie z nią. Kochał życie, a jednak często powtarzał: "Wszyscy musimy umrzeć i dlatego wszyscy musimy dobrze nauczyć się umierać".[15] W ostatnim publicznym wystąpieniu na Międzynarodowym Seminarium Opieki nad Umierającymi powiedział, że "tak samo jak przygotowujemy się do życia w okresie naszej edukacji, tak samo musimy przygotować sie do śmierci".[16]

Zakończenie

Szkoła świętego Benedykta liczy juz prawie 1500 lat i ciągle tętni życiem - z perspektywy piętnastu wieków spokojnie patrzy w przyszłość. Świętemu Benedyktowi udało się scalić to, co było najwartościowsze na Wschodzie i Zachodzie - w granicach znanego mu świata i w tym zapewne tkwi moc jego nauki. Świat ten obejmował nawet najbardziej odległe prowincje cesarstwa rzymskiego. Owa jedność dotyczyła nie tylko przestrzeni, ale i czsu. W jego Regule możemy odnaleźć elementy tradycji pochodzących z Egiptu, Syrii, Azji Mniejszej, północnej Afryki a nawet i południowej Galii i Jury, które w chrześcijańskiej syntezie stały się dla młodych ludów germańskich szkołą moralności i dobrych obyczajów.[17] Świętego Benedykta nazywano "Ojcem Europy", "Mężem napełnionym duchem wszystkich sprawiedliwych".[18] W swej szkole połączył to, co wydawać by się mogło przeciwieństwem: modlitwę i pracę, wymagającego nauczyciela i miłującego ojca, rozum i serce, charyzmat i władzę, posłuszeństwo i wolność ducha, poznanie i działanie, niewiedzę i madrość, radość życia i pamiętanie o śmierci. "Wielka to rzecz - pisze Mikołaj z Kuzy - stać nieruchomo tam, gdzie spotykają sie przeciwieństwa".[19] Musimy pamiętac o tym stojąc na rozdrożu różnych koncepcji, tradycji i kultur. Po latach jednostronnego racjonalizmu i aktywizmu, które zagubiły dawną wiedzę i wewnętrzną harmonię powracamy ciągle nieśmiało do jedności, która była na początku.

o. Jan Bereza OSB  "Zeszyty Lubińskie. Numer Specjalny, Lubiń 1997, ISSN-1234-4117"

Literatura

[1] I Księga Dialogów św. Grzegorza Wielkiego, Prolog: w Św. Benedykt z Nursji, Reguła, Żywot; tłum. Anna Świderkówna, Tyniec 1979.

[2] Ibidem, Prolog.

[3] Mt 11, 25; por. także: Tao te king LXXXI.

[4] Por. II Księga Dialogów... op. cit. XXXV.

[5] Ibidem, LXXIII.

[6] Walter Nigg, Św. Benedykt z Nursji, tłum. O. Wojciech Szlenzak OSB. [w]: Szkoła służby Pańskiej, por. zbiorowa, Tyniec 1982, s. 47.

[7] J 7, 16.

[8] Iz 58, 9.

[9] Por. Rdz 2,7.

[10] Św. Benedykt, Reguła, op. cit., LXIV.

[11] Por. Księga Starców, tłum. M. Borkowska OSB, Kraków 1983, s. 53.

[12] Św. Benedykt, Reguła, op.cit.,  XXXVII.

[13] Św. Benedykt, Reguła, op. cit., LXIV.

[14] Księga Starców, op. cit., s. 82.

[15] John Main, Death - The Inner Journey, Preface by Laurence Freeman OSB, s. VIII.

[16] Ibidem, s. 11.

[17] Por. Georg Holzherr OSB, Reguła benedyktyńska w życiu chrześcijańskim, tłumaczenie: o. Wojciech Szlenzak OSB, Tyniec 1988, s. 18.

[18] Św. Benedykt, Reguła, op. cit., VIII.

[19] Nicolaus de Cusa, De docta ignorantia, liber primus.